<title_newspaper=Przekrj> 
<title_article=Cyrk przyjecha. Odcinek 7> 
<author_1=Marian Promiski>
<author_2=> 
<language=pl> 
<style=press>
<year="1952">
<month="4">
<date=1952-04-18>
<period=w>
<status=1_obieg>
<support=paper>
Wiesi pracowao si dzisiaj wymienicie. Zaraz po pierwszym przejciu liny spostrzega dwu swoich modych przyjaci stojcych na tle karminowej kotary,i posaa im lekki, zakopotany umiech. Zdawao jej si, e oni j swoim spojrzeniem trzymaj w niezachwianej rwnowadze. Te minuty byy zawsze bez treci, po opuszczeniu areny niepodobna byo sobie przypomnie ani jednej myli z tego, co si dziao na grze, cho pyny jedna po drugiej  bezimienne  jak frazy muzyczne, przerywane niekiedy szmerem wrd publicznoci. Hop, salto!  i ju byo si w zupenym bezpieczestwie po powrocie z codziennej bitwy.
Dzisiaj dostaa znowu kwiaty. Zawstydzia si, gdy nie by to dar anonimowy, ale jakby wtargniecie czego osobistego pod baczne oko reflektorw.
Andrzej i Witold dogonili j przed schodkami, wzili pod rce i wepchnli do rodka wozu. Pogrozia im, odrzuciwszy rut, e nie
pozwala rujnowa si na kwiaty, ale to byo nieszczere, kipiaa w niej rado i pod tym wraeniem upyn ju cay wieczr.
Po przerwie wysza jeszcze raz do numeru rowerowego w zespole, i potem bya wolna naprawd, wolna do jutra. Smak wina w szklaneczkach po musztardzie by nie gorszy, ni gdyby to by szampan. Usiada midzy Andrzejem a Witoldem i rozmawiali gono. Przysza Lonia ze swoim chopcem i drug butelk; pomau cyrk, peen jeszcze ludzi, odjeda w szum dalekiego zgieku. Fascination  to Halina i Skalski z baletem, za dziesit rzek, marsz z Aidy  gladiatorzy, cika, zowrbna Egipska pszenica  koniec programu. Publiczno odpyna. 
Dobrze po jedenastej wyszli w trjk zaczerpn wieego powietrza.  Burza nadciga  powiedzia Andrzej, jeszcze z rk na klamce i starajc si przyzwyczai wzrok do ciemnoci. 
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language> 
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>